— Wojciech mi tłumaczył, ale nie umiem powtórzyć. To jest, widzisz, nie na ciele choroba, a to są takie rozmaite myślenia i smutek.
Doszli do domu.
Antek nie mówił nic przez pierwsze parę tygodni, ale nie przestawał dziewczyny śledzić.
— „Nie pozwolę!” — wołał w duszy, ale zaraz myślał: „A może on się i ożeni?”. Toż czytał o tym w książce.
Pan w rękawiczkach pracował u ojca w sklepie z ceratami.
„Ha, może się i ożeni”.
Po długim wahaniu postanowił zwierzyć się garbatej.
Garbata słuchała z szeroko otwartymi oczami i powieki nawet nie opuściła. Każde słowo łykała spragniona.
— To to tak — szeptała — i Antek nie wiedział, czy w głosie jej dźwięczało zdziwienie, smutek, czy zadowolenie. — To to tak — powtórzyła — to ten sklep to jego ojca.
A gdy Zośka wróciła wieczorem do domu, stara zapytała z wyrzutem: