— A ty czegoś mi nic nie mówiła?
— A co miałam mówić?
Rozmowa cicha trwała długo. Zakończyła się płaczem dziewczyny.
Nazajutrz garbata ubrała się w swą odzież odświętną, uczesała się jak do kościoła.
— A co to ona garbata, że nie może wyjść za pana? — szepnęła.
I poszła w stronę składu cerat i tapet. Długo przyglądała się wystawom sklepu, wielkiemu szyldowi i lśniącym szybom.
— Ano...
Przeżegnała się i weszła.
Gdy po kilkunastu minutach stała znów przed wystawą sklepową, zdawała się jeszcze bardziej garbatą niż zawsze. Pochyliła się, a na ziemniste czoło wystąpiły wielkie krople potu.
— Więc zawsze tak samo, zawsze?