Oczy jego mają ponury wyraz.

Znów patrzy na domy, które u stóp jego się ciągną w obie strony nieskończonym szeregiem.

Łzy napływają mu pod powieki.

— Więc to tak? — pyta. — A może ona wróciła?

Spieszy teraz bardziej jeszcze, jakby chciał nadrobić czas stracony.

Przed bramą widzi grupę osób...

— Co się stało? — pyta z niepokojem.

— Garbata się powiesiła.

— A jakże, odcięli: do szpitala ją zabrali.

— Było się czego wieszać — dodaje inna.