W mieszkaniu ślusarza ruch. Mężczyźni pojechali do szpitala. Kobiety rozprawiają żywo.
Przyszła kościarka — sąsiadka.
— Niby to ona taka święta — powiada.
— Nie gadalibyście lepiej.
Antek siada przy oknie.
„Biedna Zośka” — myśli sobie.
Wchodzi stolarzowa pijana, z dzieckiem przy piersi.
— Ja bym tam się wieszała — dowodzi. — Ja... ja mądra. Ja bym wiedziała, co robić. Ja bym, psia krew, wzięła kolaka70 w garść.
I pochwyciła ze stołu nóż. Dziecko zapłakało.
— Cicho, na, ssaj. Ja bym kolaka wzięła... Ale bym go zaprosiła do siebie naprzód. O, zapłaciłby mi. Głupia garbata.