— Czego hałasujecie tak? — ozwał się z wnętrza ostry głos męski. — Nie możecie wejść spokojnie.
— Bo... bo... tam ktoś jest.
— Jaki ktoś?
— Jest tam; nie wiem, słyszałam, widziałam, jak wchodził.
— Nie łżyj tylko, rozumiesz?
— I ja widziałem — dodał Antek.
— Czy jeden?
— Zdaje się, że jeden.
Dało się słyszeć otwieranie i we drzwiach z lampą w ręce stanął mężczyzna.
— Kto to?