— Ja — rzekł nieznajomy w palcie z podniesionym kołnierzem, w binoklach.
— Czego pan chce?
— Chcę wejść.
— Jakim prawem?
— Mam do pana interes.
— Ja w nocy nie załatwiam interesów.
I mężczyzna z lampą w lewej ręce począł się powoli przysuwać do nieznajomego. Nagle zatrzymał się, ujrzawszy wymierzoną w siebie lufę rewolweru.
Stał chwilę, drżąc wobec niebezpieczeństwa i patrząc ze strachem w oczy utkwione w niego jak dwa ostrza, spoza binokli.
— Coś pan za jeden? — wybąkał — ja pana nie znam.
— I nie masz pan potrzeby mnie znać. Czy mogę wejść do pokoju?