Antek wdzięczny jest konduktorowi, że się nim zajmuje, że wypytuje go, że opiekę nad nim roztacza.

W głosie konduktora brzmi nuta życzliwości.

XIII. Mańka

Co przez lat cztery, podczas których Antek wałęsał się po ulicach Warszawy, walczył, rozwijał się, słuchał i patrzał w życie — co porabiała Mańka?

Pozostawiliśmy ją w pałacu zaruckim wpatrzoną w jasne koło płótna, na którym przesunęły się przed jej oczami obrazy zła i dobra.

Nie mylił się wówczas Antek, gdy mówił, że to „trajlowanie” musiało wywrzeć na niej wielkie wrażenie. Tak jest. Mańka w jednym z dzieci opuszczonych poznała siebie, w tańczącej pijaczce matkę swoją, poznała i opiekuna swego — ojca Antkowego — i wiele innych postaci. I strach ją ogarnął, i ból silny wstrząsnął jej dziecięcą piersią, bo zrozumiała, jak bardzo pogardzają tu światem, z którego ona przyszła, w którym żyła.

Milcząc, powróciła do swego pokoju, rzuciła się na łóżko, ukryła twarz w poduszkę. Nie płakała, ale wiele myślała.

Po co ją wzięli, po co ją tu przywieźli?

Byłaby sobie sprzedawała kwiaty z Antkiem, a potem, gdyby już Antek od niej odszedł, byłaby się powiesiła... jak Staśka. A tak... Antek gniewa się na nią — i za co? Co ona mu złego zrobiła? Że się ubrała w czystą sukienkę? Myślała, że go ucieszy. Szelma jest Antek, jak oni wszyscy. A mało się ona napatrzyła, może nie wie? Jak Bolkowa kochała swego męża, pracowała na niego, a on tylko papierosy palił i chodził z wizytami; a może on jej kiedy dobre słowo powiedział, co? Wszystkiego mu było za mało. Pieniędzy chciał, a skąd ona weźmie, wszystko mu było jedno. Z kolegami pijatyki urządzał, jeszcze ją bił. Wszyscy oni tacy. I nagle przyszło Mańce na myśl, że i ona pozwoliłaby się także poniewierać przez Antka, byle jej nie rzucał, byle jej nie zostawiał samej. Bo ci... ci „państwo” muszą ją strasznie nienawidzieć i tylko z początku są pewnie tacy dobrzy.

Gdyby żył jej ojciec, gdyby matka nie była pijaczką, mogłaby sobie razem z nimi być, jak tyle dzieci.