— Matka chora.
— U stolarza?
— Nie, szewca.
Antek kłamał, czynił to prawie bezwiednie. Tak mu odpowiedzi same się tworzyły.
— Może już matka umarła?
— A może.
— A braci, siostry masz?
— Pięcioro.
— No, siedź tu, tylko się nie wychylaj. Rozumiesz?
— Rozumiem.