W rozumowaniach swoich zbliżyła się bardzo do przekonań wariata-marzyciela z Pragi.
Poczęła traktować Mańkę nie jako przedmiot, na który spływa jej dobrodziejstwo, ale jako istotę, która ma z nią i po niej pracować.
I zdziwiła się bezgranicznie, gdy zauważyła, że Mańka od razu, bez wyjaśnień i tłumaczeń, ją zrozumiała, zwróciła się do niej i serce jej swe otworzyła. Więc od razu otrzymała tę życzliwość, o którą daremnie poprzednio walczyła. Dziwne!
W zeszycie, w którym spisywała Irena swe spostrzeżenia i uwagi, dodała takie zdanie: „Najtrudniejszą sztuką jest świadczyć ludziom dobrze. Kto dobrze czyni, spełnia powinność swoją. Kto żąda wdzięczności, zawsze niewdzięczność otrzyma i niechęć; będzie się wiecznie rozczarowywał. Dobro winno być bezinteresowne, powinno władnąć74 siłą odśrodkową. Nie znałam prawdy tej po dziś dzień”.
W tym duchu przemawiała hrabianka podczas wieczerzy, uroczystości, podczas poświęcania wszystkich zakładów otwartych w szerokim promieniu okolicy.
Mańka była obecna, słuchała ze skupieniem, starała się zrozumieć i zapamiętać każdy wyraz z przemowy hrabianki.
A gdy wieczorem, znużona tyloma nowymi wrażeniami, kładła się do łóżka hrabianka Irena, po raz pierwszy zaszła do jej pokoju Mańka.
— Chcesz mi coś powiedzieć? — zapytała Irena.
— Tak — odpowiedziała z mocą dziewczynka.
— Co powiesz mi, dziecko?