— Kto idzie? — zapytał Jędrek.
Ale Mańka nie odpowiadała. Ręce jej drżały, gdy oparła się o parapet okna.
— Kto idzie? — zapytał chłopiec powtórnie.
— Nie wiem, ale zdaje mi się... Tak, to on.
Zerwała się, wybiegła z pokoju, trzasnęła drzwiami, biegła aleją ku szosie. Zwolniła biegu, zawahała się, przystanęła.
Ku Mańce szedł chłopiec w wytartej marynarce, w czapce z daszkiem.
— Antek! Antoś! — zawołała dziewczynka.
— Mańka... czy...
— Wiedziałam, że wrócisz.
Pochwyciła jego ręce, pocałowała go w usta. I nagle stanęła onieśmielona, zawstydzona, ze łzami w oczach.