Marcinowa poczęła płakać głośno, zawodzić, przemawiać do zmarłego.
W dwa dni później odprowadzono zwłoki na cmentarz. Marcinowa otrzymała na pocieszenie sto rubli i propozycję przeniesienia się na wieś z pozostałymi sześciorgiem dzieci i mężem, który miał dostać miejsce stróża w szkole rzemieślniczej.
Wróciło wszystko do dawnego stanu.
Mańka objęta dawne czynności w żłobku.
Antek wziął się do nauki.
Boczna nauka pod kierunkiem wariata przygotowała go do systematycznej pracy. Nabrał pewnego pojęcia o wszystkim, należało tylko odrzucić to, co było urojeniem, od tego, co było rzeczywistością.
Wysłany został na prowincję do nauczyciela gimnazjum...
Treścią powieści naszej są „dzieci ulicy”. Antek teraz dzieckiem ulicy być przestał i dlatego nie będę się rozwodził nad tym, jak łamał się nasz bohater z przeszkodami, które mu się nasuwały na każdym kroku.
Pracował usilnie, pchało go coś w stronę tej wiedzy, u której podnóża się czołgał. A chwytał wszystko mocno i wchłaniał. Historia była dlań panoramą postaci, które widział. Utwory pisarzy starożytnych były dla Antka niewyczerpaną skarbnicą zachwytów.
Świeży, nieznużony umysł trawił wszystko zadziwiająco.