— No, tak.
Zawołano ich do Jędrka.
Hrabia, Irena, lekarz i matka Jędrka zebrani byli w pokoju konającego.
— Całą noc nie spaliście przeze mnie. Ale już niedługo.
I znów głaskał rękę Mańki delikatnie, ostrożnie, jakby obawiając się, by się nie rozpłynęła.
— Dobra, dobra jesteś, Maniu — szeptał.
Zamknął oczy. Przez powieki napływały mu łzy. Oddychał teraz bardzo wolno.
Cisza panowała w pokoju. Tylko przez okno otwarte dochodził szczebiot ptaków.
Jędrek oddychał coraz wolniej. Westchnął.
Skonał. W kącikach oczu lśniły łzy.