Zastukano do drzwi. Wszedł lekarz.

Zapisał krople, które uspokoiły hrabiego.

— Lepiej mi... Słuchaj, ja chcę jutro. Wiesz, może da się co zrobić. Założę apelację, złożę kaucję. Tymczasem wywieziemy go do Zaruczaju. Chyba go uwolnią, co? Przecież już siedział. Jak myślisz? Bóg pozwoli mi krzywdę tę wynagrodzić.

— Nie, panie hrabio, nawet w drobnej części nie.

— Ty masz żal do mnie, Antosiu. Ale pomyśl sam...

Mówił długo jeszcze.

Zasnął.

Antek wyszedł na balkon.

— Więc tak się skończyło! Więc jutro, pojutrze najdalej, zaczną odwiedzać go jego dawni znajomi, przyjaciele, przyjdzie ojciec.

Ojciec!