Wczesnym rankiem hrabia wstał. Czuł się zdrów zupełnie. Cały zajęty był myślą jedną: iść i wykupić syna. Przycisnąć go do serca. Dziecię swoje, własne, utracone, odzyskane!

Chciał go widzieć. Wczoraj nie śmiał nań patrzeć, dziś ma już prawo do tego. Dziś jest już ojcem jego.

Pojechali.

Gmach więzienny, wielki, murem otoczony, grubym, wysokim.

Spóźnili się.

„Józef Mazur, aresztant... celi, powiesił się w nocy na kracie, skręconą koszulą i paskiem. Rano o 6-ej znaleziono go już nieżywego”.

Tak brzmiał raport.

Zakończenie

Pan Antoni z narzeczoną swą, panną Marią, zeszli po drabiniastych schodach do suteryny, przez długi ciemny korytarz, przez niskie drzwi weszli do izby małej, wilgotnej i brudnej.

Ojciec Antka siedział na tapczanie i kołysał dziecko, które matka-współlokatorka powierzyła mu, idąc na mularkę, na dzień cały.