Ujrzawszy przybyłych, zmarszczył brwi i nie odpowiedział na ich powitanie.
— Przyszedłem teraz z Manią, po raz drugi prosić ojca, dzisiaj ślub nasz ma się odbyć. Dlaczego ojciec tak się zaciął? Co było, to puśćmy w niepamięć. Już to się nie odstanie. Wyjedzie ojciec razem z nami na wieś, odpocznie, poprawi się, zajęcie się znajdzie — będziemy razem pracowali.
Zbliżył się, chciał ująć jego rękę.
— Nie, nie potrzeba. Nie całowałeś ty mnie, jakeś był mały, to się i teraz obejdzie.
— Niech nam ojciec nie odmawia — szepnęła Mańka. — Ojciec wielką Antosiowi przykrość sprawia.
— Wy wiecie jedno, a ja wiem drugie — rzekł ojciec.
— Może ojciec myśli, że w kościele będzie wiele osób. Nikt, tylko my dwoje, hrabia i jeszcze świadek jeden. A potem zaraz wyjedziemy. Dlaczego ojciec ma tu żyć w wilgoci i brudzie, kiedy może...
— I to małe tu żyje, i ja tak długo żyłem.
Dziecko zapłakało cicho. Stary dał mu kartofel do ssania.
— Postanowiliśmy z Antosiem nie wyjść stąd, dopóki ojciec z nami nie pójdzie.