— Sprzedałem was i już, i... e! co tam gadać. Wy wiecie jedno, a ja wiem drugie.

— Ha, więc będziemy czekali.

Usiedli na drugim tapczanie.

Płynęły chwile nad wyraz bolesne.

Rozumieli dobrze, iż ojciec nie zechce z nimi wyjechać. „Honor” mu nie pozwalał, to było jasne. A jednak nie chcieli pogodzić się z myślą, że zostawią z takim trudem odszukanego człowieka, który bądź co bądź nie był im obcym. Więcej rozumem niż uczuciem widzieli się przywiązanymi do niego.

— A kiedy ten wasz ślub?

— Za cztery godziny, o szóstej.

— Ano, dobrze, niech i tak będzie.

— Więc idzie ojciec z nami?

— Nie, sam przyjdę.