— My się nie zgadzamy na to.
— To wcale nie przyjdę.
— Może ojciec chciałby ubranie inne? Przyniosę ojcu.
— Nie potrzeba nic przynosić. Tak pójdę, jak jestem.
Wyszli cicho i smutnie.
— Jak myślisz, Antosiu, czy przyjdzie?
— Nie, Maniu, nie przyjdzie.
— Co robić?
— Spróbuję jeszcze raz z hrabią nakłonić go. Może jemu się uda.
Ojciec Antka siedział przez chwilę nieruchomo. Potem wstał, przerzucił przez ramię swą torbę żebraczą, wziął kij w rękę, wyszedł, rozejrzał się, wrócił do izby, wziął niemowlę, wstąpił do stróżki i zostawił je.