— O, to pan dobry interes robi.
— Ja nigdy złych nie robię.
— Napije się pan ze mną?
— Dziękuję.
— Gardzi pan?
— Tu jest całe trzy tysiące. Proszę o papiery.
— Proszę bardzo: metryki, świadectwa pochodzenia, nic więcej nie potrzeba.
— Za godzinę wyjeżdżam za granicę... Dzieci, idziemy.
— No, chłopcze, sprawuj się dobrze. Widzisz, ten pan bogaty, wyrób się, pamiętaj, a o ojcu nie zapominaj, jak ci będzie dobrze.
— Idziemy — powtórzył nieznajomy.