— To my nie pojedziemy.
— To ja każę aresztować was. Widziałem waszą walkę na noże.
— Nieprawda, ja nie miałem noża — zaprzeczył żywo Antek.
— Widziałem. A teraz idźcie się naradzić. Ze mną albo do więzienia.
Wśród towarzyszy Antka niejeden już „doił kozę”9; dumni byli z tego chłopcy, opowiadali o tym. Była to arystokracja wśród chłopców. Ale Antek... jeszcze bał się murów więziennych i krat żelaznych.
Nieznajomy zamknął drzwi za dziećmi.
— Wiesz Mańka, jeść mi się chce — zaczął Antek, nadrabiając miną.
— I mnie też — rzekła Mańka.
— Niech nam da coś jeść.
— Przecież mu nie powiesz?