Portier tak groźnie spojrzał na dzieci, gdy wchodziły.
Już są w numerze.
Na progu wita ich stary lokaj zapewne, bo zdejmuje przybyłemu palto. Obecność dzieci nie zadziwia go. Starzec jest wzrostu wysokiego, ma siwe przygasłe oczy, wielkie białe brwi i wąsy, a włosy mu błyszczą jak srebrne. Nie mówi nic.
— Idź, Macieju, zapłać rachunek i zamów karetę.
— Słucham jaśnie pana.
Zrobił zwrot wojskowy i wyszedł.
— Idźcie do pokoju.
Antek wchodzi do sąsiedniego pokoju, za nim Mańka. Antek rozumie, że dziewczyna widzi w nim opiekuna i to go napełnia dumą.
— Niech pan powie, co pan chce z nami zrobić?
— Dowiesz się niezadługo, teraz nic wam nie powiem.