— Jak to, pan żartuje?

— Śmieszny pan jest.

— Więc dobrze: jeśli pan się przekona, że ona mnie kocha, czy pan zgodzi się, bym...

— Oddać ją panu na własność?

— No, tak...

— A jeśli ja ją kocham także?

— Nie, pan jej nie kocha.

— Dość tej paplaniny — przerwał Węgier. — Wróćmy do kart.

Węgier śmiał się, żartował. Gdy kolej do rozdawania kart doszła do Zaruckiego, Węgier ucichł, nagle pochwycił go za rękę i zawołał:

— Jesteś pan oszustem.