— Pi! pi! dwanaście czystych koszul — powiedział półgłosem — to ci pycha dopiero. Ciekawym, czy mi to pozwolą zabrać ze sobą.
Drugą połowę szafy zajmowały ubrania: palto, spodnie, bluza.
— Wcale nieźle, wcale nieźle — ciągnął Antoś — tylko warto by coś zjeść przecież.
W tej samej chwili wszedł stary Grzegorz i na tacy przyniósł mu dzbanek mleka, chleb i cukier.
— Pan prosił, żebyś się umył przed śniadaniem — rzekł służący i wyszedł.
— Ano, umyć się to umyć. Zabawna historia sobie. Tylko mogłoby tu być trochę cieplej.
Antek umył ręce i twarz (szyi i uszów nie mył prawie nigdy) i zasiadł do śniadania.
— Dobre mleko, jak prababkę kocham. A chleb jaki, phi!
Położył się w ubraniu na łóżku:
— Fu, twarde łóżko. A ja myślałem, że tu będą ci takie puchy, jak u szynkarza, albo i lepsze. No, trudno.