Wyjął ostatni papieros, który mu pozostał z wczorajszego zakupu, i zapalił.

— Żyć nie umierać. Tylko żeby tak zawsze było. I żeby tu znaleźć kolegów jakich.

Z zagasłym papierosem w ustach Antek usnął.

I Mańka spała.

W jednym z górnych pokojów zebrali się tymczasem: hrabia, hrabianka, lekarz — i radzili.

— Dzieci te pochodzą z najgorszej rodziny pijackiej — mówił hrabia — wpływy miały jak najgorsze. Charaktery ich są zupełnie różne. Dziewczynkę łatwo nam będzie wprowadzić na odpowiednią drogę, ale z chłopcem, zdaje mi się, nie poradzimy sobie tak łatwo. Jest zepsuty, zdaje się, że mu nieźle było w domu, i jest uparty, samodzielny.

— Co robić teraz? — zapytał lekarz.

— Ja sądzę — zaczęła hrabianka — że należy pozostawić je przez pewien czas samym sobie: niech rozmyślają, rozważają. I tak nagła zmiana musiała podziałać na nie silnie.

— I ja tak sądzę — rzekł lekarz — ale jeśli zauważymy, że samotność i bezczynność im ciąży zbytnio.

— Ja twierdzę — rzekł hrabia — że przede wszystkim należy je obserwować nieustannie.