Hrabianka zbliżyła się do łóżka Mańki, uklękła przy nim, jedną rękę wsunęła pod poduszkę, a drugą otoczyła drobną postać Mańki.

Dziewczynce oddech zamarł w piersi.

— Maniu, dlaczego nie śpisz? — szepnęła cicho.

— Bo się boję, strasznie się boję.

— Czego się boisz, Maniu?

Jakiś smutek i wielka życzliwość, i pieczołowitość dźwięczały w głosie kobiety.

— Nie, Maniu, nie należy się bać. Jesteś wśród dobrych ludzi, dziecko moje. Uspokój się, zaśnij.

— Nie mogę.

Złożyła na rozpalonej główce dziecka, cichy pocałunek.

— Biedne, dobre dziecię moje.