— Oddam im je. Ja tam nie potrzebuję łaski. Jak sobie zarobię, sam sobie kupię. Musiałem włożyć, bo mi zabrali moje ubranie, i już.

Przyjęcie to zmroziło Mańkę. Stała na środku pokoju i nie miała odwagi się ruszyć.

— Zostajesz tu? — spytał chłopiec.

— A ty?

— A jakże. Dziś się wynoszę.

— Dokąd?

— Zobaczę, dokąd, byle nie tu.

— A źle ci tu?

— Doskonale. Co za dobre, to niezdrowe. Ale ty sobie zostań, będą ci tu „panienka” mówili.

— Czego ty się mnie czepiasz?