— Chodź na chwilę, oddamy ci twoje papiery.

— Nie, ja tu zaczekam — opierał się Antek. — Niech mi pan odda moje ubranie, a ja panu oddam pana ubranie.

— Nie. Antoś, weź je sobie.

— Nie chcę.

— Przecież chciałeś w nim wyjść.

— To co innego: jakbym uciekł, toby znaczyło, że ukradłem, a nie dostałem z łaski.

— Proszę cię, weź to ubranie jako zapłatę, żeś mnie tylu rzeczy nowych nauczył.

— A tak, to co innego.

Hrabia wrócił do pałacu, po kwadransie wyszedł z siwym sługą niosącym kuferek.

— Masz tam trochę rzeczy i książki. Daj mi słowo, że nie sprzedasz tych książek.