— A rozumie się, że nie. To może pan zacząć od mniejszego.

— A czy to można tak, żeby i kupować, i sprzedawać wszystko za gotówkę?

— Można, ale pan sobie sam obrywa obrót.

— Bo ja chcę mieć na początek tylko tyle, żeby się nie zjadać. Bo Warszawa okropnie droga.

Roześmiał się „ten pan”.

— A czy warto pracować darmo? Jak to mówią, Maciek zarobił, Maciek zjadł!

— No tak — potwierdził Antoni, ale w duszy postanowił na początek skromnie prowadzić interes.

Nazajutrz nowy przyjaciel zabrał go z dzieciakami, trojgiem starszych — do cyrku — żałował, że żona iść nie może. Miał tam darmo wejście.

— Wetrzesz się i pan. Z początku wszystko trudno i straszno.

Oj! straszno było Antoniemu — to prawda. Ufał i nie ufał, chciał i bał się. Aż zdobył się na heroizm i powiedział, że pięcioro drobiazgu, że to jedyne jego pieniądze, żeby mu ten pan poradził, że mu wierzy jak rodzonemu ojcu.