Żadnej odpowiedzi.
— Ja bym panu za 350, nawet za 300 oddał.
— A ja panu i stu rubli dać nie mogę. U nas pieniądze to fiu! i nie ma nic. To właśnie całe nieszczęście, że pan handlu nie zna. Szkoda, że panu sprzedałem.
Pożegnał Antoniego, bo miał pilny interes na mieście.
Co robić? Pięcioro dzieci. Obce wielkie miasto.
Tak obrać człowieka, tak do cna, do suchego... Nawet stu rubli.
Poszedł Antoni do szwagra. Szwagier miał tymczasowe zajęcie w remizie wynajmu powozów. Ani chciał słyszeć, by przyjść i poradzić.
— Bez mojej rady kupiliście, to i bez mojej rady sobie sprzedajcie. Nie mój wóz, nie będzie mnie wiózł... Kto nawarzył, niech pije.
— Człowieku, przecież my ci nie obcy. Przecież to twoja siostra.
— W biedzie to każda siostra...