Wypili jeszcze po jednym i poszli.
Więc zarżnął się, dycht123 się zarżnął.
Ukrył twarz w dłonie.
Chłopak wylazł w koszulinie z łóżka.
— Mamo, jeść mi się chce!
— I mnie... — odezwały się dzieci.
Antoni drgnął.
— Weź tam matka trochę mąki ze sklepu i zrób im.
I jadły, gdy matka ugotowała kluski.
Antoni nie chciał jeść: to przecież nie jego mąka, to wszystko — kredyt. A on czterysta czterdzieści pięć rubli utopił. Szwagier mówił o maglu — podobno to dobre. A wtedy mówił, że sklepik dobry.