Jak to się „wetrzeć” w tę Warszawę?

Przysunął się i machinalnie wziął się do klusek.

*

Przeczytałem to moim pryncypałom.

— Pan z tego szewca tak sobie ułożył? — domyślił się. — Tak, panie Janie, to tak jest, jak pan tu napisał. To by nawet można było i do gazety dać, żeby pan jeszcze wszystko dalej skończył. — Niechby ludzie wiedzieli, jak to jest u nas w Warszawie. Ho! ho! żeby to ci panowie, co pisują do gazet — żeby to oni wiedzieli chociaż trochę, co to się u nas w Warszawie dzieje — co by to ciekawego można było napisać — ile by to można było dla ludzi dobrego zrobić.

— Ba, kiedy oni zwykle w knajpach tylko siedzą albo w teatrach — więc skąd mają wiedzieć? — powiedziałem.

— Nie wiem, gdzie oni tam siedzą, ale ja myślę, że toby można dużo ciekawego napisać.

W gąszcz życia

Wieczory spędzam u wdowy z facjaty. Moi chlebodawcy źli są na mnie i na nią — i zazdrośni. — Jak można przekładać towarzystwo nędzarki z wątpliwą przeszłością — nad nich, właścicieli domu na Woli?...

Pojechali z dziećmi na wieś na wesele, do rządcy, który ich dawniej nie znał — ale teraz, kiedy są bogaci — przypomniał sobie i zaprosił. — Chcieli mnie zabrać — nawet na własny koszt: zabawię się i podjem sobie. A jedzenie będzie dobre, bo pan młody z rzeźnickiej, ale bogatej familii; brat cioteczny jest księdzem.