Rozmawiam z kobietami, rozmowa się rwie. Czekamy na mężczyzn.
Grosikowa karmi niemowlę piersią i co chwila spogląda na zegar.
— Widać, po teatrze przyjedzie dopiero.
Kazik bawi się przy kominie miotłą.
— Mamo, jeść.
— Poczekaj: ojciec wróci.
Przychodzi Wilczek z fabryki; odstawia blaszankę na komin i siada zmęczony na stołek.
— Jakże pan Jan?... Jeszcze się panu u nas nie sprzykrzyło?
— Wiadomo: zawsze pierwszy dzień markotnie na nowym miejscu — odpowiadam.
— No tak... Pan Jan może tu mieć dużo zajęcia. Tylko zapłata to mała... Ja za Wiktę płaciłem pięć złotych na miesiąc... Tu będzie u nas może biedniej jak u szwagra — no bo on bogacz, ale tu panu będzie życzliwiej.