— Na, myj się — przerwała żona, podając miednicę — nie gadaj.

Widać nie chce, by mąż opowiadał o jej bracie.

— Mamo, jeść — woła Kazik.

— No dajże mu, niech się nie drze i idzie spać.

— A jakże: pójdzie on spać.

Wraca Wikta.

Podaje mi rękę swobodnie.

— Będziesz miała nauczyciela — mówi ojciec. — Czytać i to ona umie, ale jeszcze niegładko; ciężko idzie... A gdzie Stasiek?

— No gdzie? Na podwórzu — z chłopakami lata.

— Ignac... Zawołaj go tu zaraz.