— Ten mały nazywa się Kazio... Ciepło u nich... Obszerny gabinet — ciepło — ciepło — ciepło!
Było mi wstyd, strasznie wstyd...
I przyszło mi na myśl, że wszystko jest przecież farsą — farsą — farsą — tak — tylko farsą.
Żeby zapamiętać adres.
— Czego się gapisz? — pytam stróża. — Nie ukradłem tu nic.
— Idź pan... idź...
Stanąłem i chwilę patrzałem na dom: jeżeli numer zapomnę, to poznam i tak... I oddam!...
Skręciłem w boczną ulicę.
— Żeby szynk albo co?... Mała, mała! — Wolna jesteś? — Patrz, mam pięć rubli.
— To chodź ze mną.