— Ma wejść?... To jakaś bardzo elegancka pani.

— To nic. Niech wejdzie.

Wilczkowa zawahała się. Wreszcie otworzyła drzwi.

— Bo to pan Jan jest chory — powiada.

Adela zatrzymała się niepewna we drzwiach.

— O, tu — proszę pani.

Przysunęła do łóżka wyściełane krzesło.

— Ignac, idź won!

Wzięła z kołyski krzyczącą Mańkę, odsunęła z komina gotującą się w garnku bieliznę — wypchnęła za drzwi chłopaka i wyszła.

W izbie para gęsta. Szyby zaroszone. Dzień pochmurny. Półmrok.