„Kochana Jaskółko!

Pisywałam do ciebie dawniej, kiedy byłam jeszcze dzieckiem. Szczęśliwe to były czasy! Byłam jeszcze swobodnym dzieckiem, które nic nie wie, nic nie rozumie, tylko się swobodnie bawi. Przepraszam, że cię nudzę swymi bazgrotami, bo ty piszesz tylko do dzieci, a ja dzieckiem być przestałam. Ale kiedy w nocy leżałam bezsennie, to zaświtała mi myśl, że trzeba mieć kogoś starszego, komu mogłabym się zwierzyć. I chociaż rozpacz rozrywała me serce, jednak się zaraz uspokoiłam. Czuję jak kobieta, a mnie mają za dziecko. I wokół taka straszna próżnia, bo nie mam nikogo, nikogo!!!”...

Adelcia nie skończyła listu do Jaskółki.

Chce pisać przynajmniej pamiętnik, ale się boi; bo gdyby kto znalazł, ona by nie przeżyła — umarłaby ze wstydu. I nawet, gdy kończy list do przyjaciółki, przesyłając 1 000 000 całusów, dodaje w post scriptum: „nie pokazuj nikomu”, lub: „spal po przeczytaniu”.

Adelcia się kocha w nauczycielce — takiej zawsze smutnej — i myśli: „czy to nie grzech, że kocham ją tak, jak mamę” — a boi się wyznać, że więcej nawet.

I dowiaduje się coraz nowych rzeczy, a jedna straszniejsza i potworniejsza od drugiej. — I zawsze z początku nie wierzy — potem nie chce wierzyć — a potem już musi — i płacze, gdy nikt nie widzi.

Ukrywa uczucia swe przed wszystkimi prócz przyjaciółki.

Z Adelci śmieją się wszyscy — wie, że się śmieją. — Bo oto dziewczynkę na nałożnicę chowają, a ona sądzi, że im się oprze.

Nienawidzi mężczyzn — nie wyjdzie za mąż nigdy, nigdy — nigdy w życiu. Ona by nie przeżyła — umarłaby ze wstydu!

Adelcia zna kogoś zupełnie innego niż wszyscy mężczyźni. On taki czysty, szlachetny. — Toż czytała w powieściach o takich szlachetnych — i wie, że nie wszyscy mężczyźni są tacy.