Pracować na siebie i wychowywać sieroty? — Przyjaciółki trochę jej przewróciły w głowie.

Nie szkodzi...

I poszła na rynek.

Chodziła na bale, koncerty, wystawy — śmiała się i uśmiechała — starała się podobać. — Pokazywała gołą szyję, rękę — gołe piersi pod gazą. — Kto zechce wziąć do małżeńskiego łoża w zamian za utrzymanie: dach, jadło i opierunek?...

Drżą dwie łzy w oczach Adeli...

Porwał ją wir tych wszystkich z targowiska, ogłuszyło kategoryczne: tak być musi. — I oto mąż jej zbiera pocztówki, a dziecko ma już dwa ząbki.

— Nie twoja wina, Adelo, ale i nie moja.

Łzy potoczyły się, ciche, smutne.

— Pamiętasz?

(Przypisek: wykreśliłem kilka kartek z moich notatek).