Skinęła głową.

Usiadłem na łóżku.

— Widzisz, to tak:

Zejdź, jasna Jutrznio. Rozlej światła strumień

Po ziemi, życia nowego spragnionej,

Złotym promieniem do dna ludzkich sumień

Sięgnij i blask im nadaj nieskażony.

Rozedrzyj mroczne przyszłości zasłony

I wstydem czoła wątpiących zarumień,

A oczom, chciwym zachwytów i zdumień,