Co znaczy: wstań do roboty, stary koniu, bo ci spuszczę lanie.
Jak go bardzo rozgniewam, mówi:
— Mam cię... ty laniu.
I odchodzi na chwilę.
Gdyby kto ze starszych usłyszał, dano by mu w skórę, że się tak spoufalił; toteż się zawsze ogląda, czy kogo nie ma.
Złażą się do mnie „bachorzyska z całego domu, jak do chederu227” (Wilczkowa). Opowiadam im bajki, częstuję karmelkami, wycinam z papieru różne wspaniałości. Gospodyni niezbyt zachwycona, bo śmiecą i „wszy znoszą”. Żal mi dzieciaków: tak mało poezji w ich dzieciństwie, życie ich tak mroźne, twarde jak bryła lodu.
Opowiadają o dziadku, który im na gwiazdkę przynosi prezenty. Jest tu zwyczaj, że ktoś z rodziny przebiera się za Świętego Mikołaja i przynosi dary.
Jadzia okropnie się zabojała228 i obiecała dziadkowi nie kłaść palca do nosa. Trzeba się dowiedzieć i pokupować malcom upominki. Toć jestem bajecznie bogaty.
Nie wiem, skąd dowiedzieli się, że „uczyłem się na doktora”. Gdybym chciał leczyć, miałbym poważną praktykę.
Dusza mi się rozkurcza, jak mówi Amiel229.