W kącie izby siedzi nas czterech, przy stoliku.
Tomek rozpiął kapotę, rozsunęła mu się czarna koszula, spod której wygląda pierś szeroka, włochata, z dwiema bliznami od noża.
Ręce włożył w kieszenie, rozparł się na krześle i opowiadał o sobie.
Ojciec Tomka był pijakiem.
— Ale pijak pijakowi nierówny.
Jeden przepija część zarobku, drugi — cały zarobek. Jeden pija codziennie, drugi tylko w święta. Jeden pije za pieniądze, drugi zafantuje232 się do koszuli. Jeden walczy ze swym nałogiem, drugi uważa kieliszek za jedyną rozrywkę człowieka ciężkiej pracy.
Jeden pije, aby zalać robaka, drugi — by pobudzić wycieńczone ciało do nadmiernych wysiłków, trzeci — bo wszyscy piją, czwarty — bo nie ma nic do stracenia.
Jednego pociąga wesoła kompania szynkowni, drugi ceni wódkę dla wódki. Jeden jest przy kieliszku wesoły i rozmowny, drugi smutny i zadumany, jednemu pijaństwo przeszkadza w pracy, a drugi, gdy pije, to żyje — od kieliszka do warsztatu, i wtedy najlepiej robi.
Jeden lubi częstować, a drugi czeka na poczęstunek — nie lubi pić za własne.
Jeden po hulance bywa potulny, pokorny wraca do domu, chyłkiem sunie do łóżka, unika spojrzeń żony i dzieci. Drugi wtacza się głośno, śpiewa, wymyśla i grozi, ale w groźbach przebija nieszczerość — taki wstydzi się swego wstydu przed rodziną. A trzeci nie ma żadnych skrupułów.