Ignac dostał w skórę, bo rzadko chodził do ochrony i pani mu nie dała ubranka na gwiazdkę.

Chłopcy gromadami chodzą oglądać wystawy sklepowe. Znają wszystkie składy zabawek w mieście:

— A ty widziałeś tego pajaca, co się rusza?

— Żeby ojciec wiedział, jaki ja okręt widziałem.

— A w jednej cukierni jest choinka.

— A ja widziałem takie śliczne, że już nie wiem, ale nie wiem, co to jest.

Rodzice słuchają z zajęciem, dzieciaki się cieszą. Ani im w głowie nie postanie myśl, że mogliby mieć takie cuda.

A starsi zastawiają się, zapożyczają, kupują — robią zapasy wódki, bo w święta monopol zamknięty.

Sklep monopolowy w oblężeniu. Godzinę czekać wypada.

Przebiorę się za dziadka Mikołaja i będę obchodził izby z prezentami dla dzieci.