Kossowski wie, kim jestem — powiedziałem mu. — Dzielny człowiek! — Cudów dokazał: za trzydzieści rubli nakupił moc wielką piłek, pierników, owoców, lalek, obrazków, krzyżyków — biegał ze mną po Ordynackiej, po Sewerynowie — targował się — kłócił — dwa dni stracił na bieganinie, a sam ma przecież roboty co niemiara. — Worek do połowy będzie wypchany wiórami, żeby suciej wyglądał. — Aż z Tarczyńskiej ulicy przydźwigał kożuch, żeby nie poznali. — Maska ma długą siwą brodę. — Wszystko w największej tajemnicy — nawet przed żoną. Opowiedział mi wiele tajemnic rodzinnych, abym tym większe wzbudził zaciekawienie i podziw.

Cieszę się jak dziecko — wraz z nim...

Jest tu na podwórzu sześcioletni „rudziak” — matka jego żyje na wiarę z mularzem237. Katują go oboje. Matce się zdaje, że to przez niego chłop nie chce się z nią żenić.

Wczoraj zajrzał do izby nieśmiało, gdym dzieciakom opowiadał Kota w butach.

Ot, siedzę na kufrze lub na łóżku, a ośmioro drobiazgu obok mnie, na kolanach, na stołku, na ziemi. I słuchają. A potem w domu opowiadają. Rodzic też słucha, a potem mówi niecierpliwie:

— E, musi to jakoś inaczej pan Jan opowiadał. Bo tak jak ty mówisz, to nic nie można wyrozumieć.

Rudziak zajrzał do izby: musiało dobiec do niego echo zmierzchowych bajek.

— A ty tu po co? — ofuknęła go Grosikowa — na przeglądy cię matka wysłała?

Uciekł.

Powiedziałem, że nie dokończę bajki, dopóki go nie przyprowadzą. — Dzieci nie chciały wierzyć: