I wszedłem do izby wiaruski.

Rudziak jest sam w izbie; siedzi w kącie przy kominku. Ciemno. Zawieszona przed obrazem lampka rzuca na twarz chłopca smutne zielone światło.

— Dziadku — woła, trzymając mnie mocno za rękę — dziadku, weź mnie z sobą.

— A tobie źle w domu? — pytam.

Lampka syknęła. Drgnął.

— Dziadku, czy ty naprawdę święty?

Dziecko to pierwsze zadało mi to pytanie.

— Tak, chłopcze, jestem święty — mówię cicho, spokojnie, z wiarą.

— Mnie tu źle. Ja chcę iść z tobą.

Zawieszam krzyżyk na jego szyi, daję mu dużo łakoci.