Otwieram drzwi: oczy mu się śmieją z radości. Pewny, że wygra.

Wdowa z Woli wyjechała z małą gdzieś pod Łomżę. Wikta zapytała mnie, czy ja naprawdę kochałem się w tej wdowie — i patrzała mi przenikliwie w oczy.

*

Taka sobie jedna z wielu smutna historia i taki sobie jeden z wielu pan z dyplomem...

Ojciec w fabryce, a kobieta w domu. Starsza córka garbata, chora wiecznie, kaszląca; jeden chłopiec w terminie u tapicera, drugi w okładzie materiałów piśmiennych i jeszcze dwoje drobiazgu. — Ojciec zarabiał 18 rubli na miesiąc, Bronek — 7 rubli — i żyli.

Ale przyszło nieszczęście: ojciec stracił miejsce, a Bronek zachorował i pół roku przeleżał w szpitalu.

Dziwna choroba Bronka: doktorzy mówią, że wada w sercu — i pytają, czy Bronek nie miał łamania w kościach, i czy mu w stawach nie puchło. — Ano, miał łamanie i kolano mu puchło. Czy nie mieszkali w wilgotnym mieszkaniu? — Ano, mieszkali. Mieszkali w łazienkach Kurtza na Mariensztacie; dawniej były łazienki, a teraz są wilgotne mieszkania. — I co to wszystko może mieć z sercem wspólnego?

Dlaczego Bronek kaszle i boli go z prawej strony brzucha? Jeżeli kaszle, to musi jest coś w piersiach, a nie w sercu — chyba suchoty. Albo może to jeszcze i nie suchoty, i można chłopaka odratować, tylko nie dbają i źle go leczą panowie doktorzy?

A matka właśnie jego — Bronka — najbardziej kochała. Od samego urodzenia nic od tego chłopaka złego nie zaznała. — I Bronek zawsze mówił, że jak będzie subiektem, tylko sam już na wszystko zarobi.

Inny chłopak to pójdzie gdzie, ma kolegów, zabawi się, pobryka — a Bronek nie miał nikogo: jak wrócił ze sklepu, tak zaraz za książkę. — A w niedzielę przed obiadem do szkoły, a potem już aż do nocy. — Te panie z czytelni to już go znały. — Czasem się tylko z ojcem trochę przeszedł nad Wisłę, a na wizyty wcale nie chciał chodzić. — Chodź, Bronek. — Ja w domu — mówi — zostanę, to domu od złodzieja popilnuję. — Bo to u nas zdradnie tak mieszkanie samo zostawić.