— No! Kto tu z was chory?
Pan doktór się śpieszy.
— Ten chłopak, proszę pana doktora — mówię pokornie.
— No, a wy wszyscy coo?
— My tylko z nim przyszli, proszę pana doktora — mówię jeszcze pokorniej, a z duszy wysuwają mi się pazury.
— Szkoda, was tak mało; trzeba było jeszcze z dziesięć osób sprowadzić — żeby od razu cały pokój zasmrodzić.
Dusza mi się sprężyła jak do skoku.
— Rozbieraj się... Co mu jest, prędzej gadać!
— Hola, panie doktorze — zawołałem, posuwając się naprzód — hola, panie z dyplomem!
— Co? — urwał krótko.