Ucharakteryzowała się na szanującą się żonę statecznego męża.
„Co robiłem przez ten rok? Czy pisałem?”
— Nic nie pisałem.
Uśmiechnęła się. Uśmiech pogardliwy miał oznaczać, że spodziewała się tej odpowiedzi. Naiwną była: wierzyła, że powrócę w promieniach sławy, aby ją unieść za sobą w podniebia. Rozumie dziś już, że jestem tylko rozkapryszonym synkiem bogatego papusia, a nie orłem.
Przyszedł mąż, całował się ze mną, pytał, dlaczego w początkach tylko przysyłałem mu takie dowcipne pocztówki, a potem przestałem. Pokazywał albumy z pocztówkami.
— Prawda, że ładny zbiorek?
— Bardzo ładny.
Prosił, żebym został na obiedzie. Wolałem, niż wracać do domu.
Nuda beznadziejna, jak album z dowcipnymi pocztówkami.
Chodzę po ulicy.