— Niczego sobie: dobry kawałek.

*

I znów, i znów pogrzeb.

Dziecko umarło garbarzowi.

Przed tygodniem biegał jeszcze pięcioletni Józik i brał w skórę od ojca.

Felczer powiedział, że wrzód na kiszce, i był ze sześć razy. Doktór spojrzał tylko na dzieciaka, powiedział, że dobrze by było do szpitala albo jak.

Chrzestny kupił trumienkę.

Ubrali Józika w białą sukienkę, w rączkę włożyli obrazek — nakryli stół obrusem — dopożyczyli od sąsiadów kwiatów i lichtarzy — ustroili doniczkami i światłem.

Drzwi otwarte. Ludzi chmara: a najwięcej to kobiet i dzieciaków z całego domu. Młodsze patrzą ze zdziwieniem, inne boczą się z lękiem, starsze przeżegnają się albo przyklękną.

Nic to: garbarzowa, tylko patrzeć, znów się rozsypie i znów będzie troje, jak było.