Przegrał.

— Głupia partia — mówi radca. — No, jeszcze jedna... Napije się pan? — Hej, chłopiec, dwie czarne.

Audytorium, pół siwe, pół łyse — spiera się o rozegraną partię. Wchodzi Janek, spostrzega mnie:

— Patrzcie tylko, moiściewy... Myślałem, żeś już kopyta wyciągnął... Gdzieś był?... Wiesz: robię w cukrze. Pieniędzy, powiadam ci, jak lodu... Masz czas?

— Słuchaj no: musisz mnie przyjąć u siebie.

— Jużeście sobie znowu ze starym na mordy wleźli?

— Ano trochę.

— To ślicznie: nie dajmy się, powiadam... Poczekaj no: jak to będzie po czesku?... Słuchaj: jeden bilardzik — i na przepalankę70.

„Matka w różek... Córeczka w boczek... Dublik... Chlapnął... Panieneczka do środeczka... Ma go”.

Ogarnia mnie po chwili to nasze miłe, swojskie, senne, kojące i na wskroś warszawskie — owo: