Zadumało się chłopię — dziecko nieledwie — patrzy w niebo i szepcze:

— Kocham...

Kogo kochasz, chłopcze — dziecię?

— Nie wiem... A kocham, bo muszę; bo mi ktoś kochać każe, a nie wiem, kto...

Płyńcie ku mnie, wspomnienia mojej pierwszej miłości — niezabudki — może zapłaczę...

*

Stryj mój był dozorcą w Dobrzyniu.

Nie ożenił się, opiekował się „całym światem” i mówił prawdę w oczy.

Latem domek jego przy plancie podobny był do ula.

Kiedy czternastolatkiem spędzałem tam wakacje — w trzech jego pokojach mieszkała wdowa po dozorcy z dwojgiem dzieci, żona chorego umysłowo telegrafisty z dzieckiem, staruszka — matka maszynisty, chora na oczy — i Anielka. Stryj i ja zajmowaliśmy komórkę.