Juraś nie wiedział
Upić się — upić się — upić!
Gwar. Zaduch — w trzeciorzędnej traktierni101...
Na jego żółtej czaszce bielą się kosmyki siwiejących włosów. Drżącymi palcami przetrząsa kieszenie; wyjmuje złamany papieros — poślinił — i tocząc w palcach koniec papierosa, stara się go wtłoczyć w munsztuk102. Tytoń sypie się na skłębioną brodę.
— Może pan pozwoli?
— I owszem, dziękuję panu... Ja kiedyś cygarami także częstowałem, ale teraz nie ma „nervu rerum”103 — rozumie pan? — Bo ja jestem z powołania i talentu artysta skrzypek, były laureat konserwatorium warszawskiego muzycznego. Barcewicza104 pan zna, prawda? — Sława — gwiazda — gwiazda nad gwiazdami. I Michałowski105 także — i Noskowski106 także! — Ale o mnie pan nie słyszał — co? — Bo ja, panie — ho, ho!... O, widzi pan: zapałka? — Ścięli drzewo, narobili patyków, naleli na łeb siarki — i włożyli do pudełka. A teraz ja pocieram siarkę — o tak — zapalam papieros — o tak — a zapałkę o ziemię, a potem do śmietnika — bo się już łep wypalił: nie ma siarki, bo się już wypaliła. I na śmietnik... Ładna sztuka magiczna — coo?
I patrzy na mnie uparcie.
— Ej, kelner! Przynieś lejek z bufetu.
Kelner nachyla się i szepcze mu coś do ucha.
— Głupi jesteś... To nie twoja chamska rzecz... Przynieś lejek, kiedy każę — i basta... On ma znowu kłopot, że ja pana chcę naciągnąć.