— Nie, ja owszem... Ja tu nikogo nie znam... A samemu nieprzyjemnie pić... Proszę jeszcze jeden kieliszek...

— O, widzi pan: lejek... Niby nic, a właśnie w tym jest najważniejsza filozofia życia i istnienia. Tylko to trzeba widzieć, patrzeć i rozumieć... Niech pan patrzy: lejek, prawda? Tylko że pan jest tu, na górze, gdzie szeroko, a tam coraz głębiej i coraz bardziej wąsko — i to się nazywa matnia... Bo matnia, proszę pana, to taki lejek w sieci, a sieć! — to życie i byt... Woda niesie rybę — i ryba uderza łbem w sieć: gdzie rusz, to sieć — a woda pcha i pcha... I ryba rzuca się to tu, to tam — aż znajdzie okienko — i to okienko to właśnie lejek matni. A jak już tam wpadnie, to dopłynie do końca, bo myśli, że tam jest otwór, a tam jest matnia — ha, ha, ha! — i już koniec... Ładna sztuczka magiczna, coo?

I śmieje się zamglonymi oczami pijacko, beznadziejnie.

— Ja wiem, co pan sobie myśli, ale mnie nic do tego... Ja tam o nic nie dbam, bo ja jestem filozof bytu i życia... bo ja mam swoją wolę i myśl... Pan pamięta ten figiel z zapałką?... Ja wszystko wiem i wszystko rozumiem, i ja właśnie tak rozumiem, jak potrzeba.... Niech sobie Barcewicz będzie Barcewiczem, a ja jestem ja — i dosyć... Jedno tylko panu powiem: świat — to jest ludzkość, a ludzkość — to dusza pijaka; a w duszy pijaka jest znowu świat — i tak w kółko, w kółko, w kółko... I właśnie dlatego ja jestem j a i nigdy się nie poniżę, bo mam filozofię dumy w duszy, w sercu i w wypalonej głowie — tu, o, tu... Ładna sztuczka magiczna — co?

I stukał palcem bezmyślnie w pomarszczoną, brunatną skórę łysej, wielkiej czaszki.

Coraz natarczywiej rozlega się nawoływanie gospodarza i służby, aby się rozchodzić. We drzwiach staje stójkowy. Sala pustoszeje.

— Jak pan jest literat, to pan musiał znać nieboszczyka Kośmińskiego107. Szkoda go, bo to był człowiek. Pan rozumie: człowiek. Miał mnie opisać, ale... siarka się wypaliła... Bo pisać a pisać — to nie jedno. Jeden napisze, to aż włosy stają na głowie. Taki Żyd wieczny tułacz108 albo Monte Christo109, albo największy na świecie pisarz i literat Henryk Sienkiewicz, albo nasz wieszcz i mistrz Adam Mickiewicz... Ja panu mogę pokazać wszystko, od podziemi aż do największych pałaców — a potem pan dopiero weź się do pióra — i pisz dla ludzi i dla pokoleń...

Chmury walą na niebie. Ciemno i samotnie — i mroźno — i duszno — i ciężko, aż tłoczy.

— Chodź pan, to się jeszcze napijemy... Jak tu zamknięte, to gdzie indziej otwarte — i tak ze wszystkim.

Ej dzieweczko, dzieweczko, dziewuszko,